POKAZ SPRZĘTU W SILVER FISH BEŁCHATÓW
2014-03-13
Serdecznie zapraszamy wszystkich entuzjastów wędkarstwa karpiowego!


U Okonia 2014
2014-02-10

W trakcie minionego weekendu odbyły się pierwsze w tym roku śląskie targi karpiowe u Okonia. Gościliśmy tam, pokazując kilkanaście ciekawych produktów karpiowej marki PROLOGIC. Zobaczyć można było między innymi zaopatrzone w komory odparowywania wilgoci AIR BOX - serie bagaży transportowych Commander oraz Firestarter, nowy niezwykle solidny i stabilny Quad Rex Pod, innowacyjny produkt w kategorii sygnalizatorów mechanicznych Wind Blade Indicator, czy też serię sztucznych przynęt pływających – wykonanych w technologii 3D. Dla wszystkich zwolenników zimowych zasiadek zaprezentowaliśmy 2 nowe modele kombinezonów: zaopatrzony w teflonowaną powłokę New Green Thermo Suit oraz wykonany w nowoczesnym kamuflażu pikselowym MIMICRY Comfort Thermo Suit.

Wychodząc naprzeciw indywidualnym potrzebom karpiarzy zaprezentowaliśmy szeroki wachlarz wędzisk karpiowych o różnorodnym przeznaczeniu. Można było „przymierzyć w dłoniach” zarówno limitowaną serię wędzisk FAST WATER, przeznaczoną do łowienia na małych zbiornikach serię C.O.M. jak i cieszące się największą popularnością na rynku „C jedynki i C dwójki”.

W kategorii podbieraków można było przetestować dwa podstawowe modele: zaopatrzony w jednoczęściową sztycę model Firestarter oraz posiadający dwu sekcyjną rękojeść Travel.

Spore zainteresowanie zwiedzających wzbudziły dwie nowatorskie maty, które w dodatku pojawią się na rynku w bardzo konkurencyjnych cenach. Oparta na stelażu mata w formie kołyski – Hammok jest niezwykle funkcjonalna i zajmuje niewiele miejsca w transporcie. Skonstruowana na bazie karpiowej wanny – Firestarter Unhooking Mat – posiada specjalne wyścielenie pod kolana karpiarza, pokrywę – zabezpieczającą możliwość wydostania się ryby na zewnątrz oraz wnętrze całkowicie wyścielone łatwo zmywalnym materiałem PVA.

Dużą ciekawostką dla targowiczów była także nowa wielofunkcyjna waga do 40 kg - Commander Digital Scale. Do największych jej zalet należą: całkowita wodoodporność, wbudowany czujnik temperatury, podświetlenie wyświetlacza, zaopatrzenie w miarkę.

Zapraszamy do obejrzenia kilku zdjęć zaprezentowanych produktów.

Daniel Szymański

Targi karpiowe u OKONIA
2014-01-29
Serdecznie zapraszamy !
DRUGA EDYCJA ZAWODÓW
2014-01-24

Firma Sport Fish, oficjalny polski dystrybutor marki PROLOGIC - serdecznie zaprasza na tegoroczną, drugą edycję zawodów pod nazwą „Jesienne żerowanie z PROLOGIC”.

Zawody odbędą się na znanym i docenianym przez wielu karpiarzy łowisku GOSŁAWICE. Impreza będzie miała miejsce w dniach 03-07.09.2013 roku. Wy kolejny raz zadbacie o to by karpiki zdrowo podjadły a my, o czym już większość z was wie, gwarantujemy wam w zamian super wyżerkę i wspaniałą atmosferę podczas całych zawodów!

Zwycięzcami pierwszej edycji zawodów był zespół: Tadeusz Biegalski, Marcin Wrzeszcz – złowili oni 23 karpie o łącznej wadze 194,6 kg. Największą rybą zawodów był karp pełno łuski o wadze 19,4 kg, którego łowcą był Mateusz Mazur.

Zwycięzcy pierwszej edycji

Zwycięzcy zawodów - Tadeusz Biegalski i Marcin Wrzeszcz.

Największa ryba zawodów - karp 19,4 kg - złowiona przez Mateusza Mazura.

W zawodach może wziąć udział 19dwuosobowych drużyn, z których nagrodzonych zostanie, nagrodami rzeczowymi, 10 pierwszych drużyn, oraz łowca największej ryby zawodów. Łączna pula nagród wynosi 11 000zł, w tym 1 miejsce to nagroda wartości 3 500 zł, 2 miejsce: 2 000 zł, 3 miejsce: 1 500 zł, zaś łowca największej ryby zgarnie nagrody wartości: 1 200 zł. Dodatkowo każdy z uczestników imprezy dostanie darmowe upominki od firmy PROLOGIC.

Osobą prowadzącą zawody będzie Robert ADAMSKI, który udowodnił już że każdy zawodnik wyjechał z tej imprezy zadowolony. Patrona medialny na zawodami zapewnia magazyn Karp Max.

Zapisy dwuosobowych drużyn w formie pisemnej proszę kierować na adres e-mail: info@prologicfishing.pl. Koszt opłaty startowej wynosi 950zł od drużyny. Regulamin zawodów znajduje się na stronie: Regulamin. Wszelkich informacji na temat zawodów udziela: Robert ADAMSKI tel. 502086630.
 


ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE I NOWOROCZNE
2013-12-20

W oczekiwaniu na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok pełni nadziei spoglądamy w przyszłość. Składamy życzenia: zdrowia, pogody ducha, spełnienia wszystkich marzeń, satysfakcji i wielu sukcesów nad wodą.

Galeria: KOLEJNA RYBKA ADRIANA


Zasiadka w biegu
2013-08-12

Żar leje się z nieba, a ostre popołudniowe słońce bezlitośnie wkrada się do wnętrza samochodu z lekkością omijając osłonę na szybie. Wracając z pracy analizuję plany zasiadkowe na najbliższy miesiąc. Ten weekend odpada, w następny wpisały mi się obowiązki służbowe…cholera – słabo to wygląda w tym sezonie. Ale zaraz – „w głowie nagle zapala się lampka” – przecież niedaleko stąd, niemal po drodze - jest łowisko, w którym można połowić tak na szybko, bez wcześniejszego nęcenia. A może by tak wpaść tam choćby na kilka godzin? Podstawowy sprzęt mam w bagażniku, jakieś kulki i pellety też się znajdą. Decyzja zapada w mgnieniu oka, noga na hamulcu zwalnia samochód, a dłonie na kierownicy w pośpiechu kierują auto na polną drogę prowadzącą nad wodę.

Jest popołudnie, więc czasu nie ma wiele – trzeba się pospieszyć! W biegu ustawiam stojak i rozkładam kije. Karpiowe klamoty i bagaże w nieładzie kumulują się na brzegu. (Fot.1) Przed oczami migają obrazki torby z dipami, przynętami i zanętami. Na szybko analizuję co mam ze sobą, a czego akurat dzisiaj nie wziąłem. No i co do dziaska założyć na włos…Do dyspozycji mam 3 kiję, więc jest sporo miejsca na kombinacje. Jedyne czego jestem pewny to Xtrawberry , czyli ciekawe połączenie truskawki z owocami leśnymi. Jest lato, woda w zbiornikach osiągnęła znaczną temperaturę i coś w środku podpowiada mi, że świeży owocowy smak z nutą tradycyjnej truskawki będzie strzałem w dziesiątkę!

Lato to często czas truskawki

To tylko parę godzin – odliczam więc nie więcej niż 40 kulek, które w pośpiechu umieszczam we wcześniej wypatrzonym rejonie łowiska, a następnie zabieram się za przygotowywanie zestawów. Na dwa z pozostałych zestawów również wędrują wyraźnie „słodkie” przynęty: kulka o smaku kremowym oraz mocno pachnący Banana Malt. Nie wiem skąd ta dzisiejsza słabość do owocowych smakołyków…Pośpiesznie wywożę zestawy. Świadomość małej ilości czasu nad wodą, każe mi ustawić każdą z trzech przynęt w zupełnie innym miejscu łowiska. To pozwoli najszybciej jak to tylko możliwe zlokalizować ryby. Da sygnał, w którym rejonie wody aktualnie przebywają.

Umieszczenie zestwów w 3 zupełnie różnych rejonach łowiska zazwyczaj znacznie skraca czas oczekiwania na branie

Na każdy z zestawów wędruje symboliczna ilość zanęty: od kilku do kilkunastu całych kulek i tyle samo pokruszonych, garść kukurydzy, garść rzepiku, odrobina boostera. (Fot. 4) W celu kilkugodzinnego łowienia nie potrzebuję dużej ilości zanęty. Moim założeniem w tak krótkim czasie nie jest przecież zwabienie ryb w obszar nęcenia, ale raczej zlokalizowanie ich miejsc przebywania, żerowania i umieszczenie tam odrobiny kuszących smakołyków. Zestawy wywiezione – teraz pora na tak przeze mnie lubiany czas oczekiwania na…

Do szybkiego łowienia nie potrzebna jest duża ilość zanęty

Zabieram się za porządkowanie stanowiska – mam w końcu chwilę na to, żeby poukładać rozrzucone w nieładzie pokrowce i torby. W trakcie porządkowania myślę sobie o chwili, w której w końcu spokojnie zasiądę w fotelu. Rzucam przypadkowe spojrzenie na wędki i dosłownie w tej samej chwili widzę jak szczytówka jednego z wędzisk wygina się mocno, jeszcze zanim sygnalizator zdążył oznajmić branie ryby. Dobiegając do wędzisk słyszę już pisk sygnalizatora. Zestaw z truskawkową kulką ucieka w siną dal, że aż miło. Spokojnie unoszę wędzisko i czuję że JEST! Po krótkim holu na macie ląduje niewielki – ok. 6 kg karpik.

Wszystko gotowe - teraz pozostaje już tylko czekać

Taki maluch - na dobry początek. Przy okazji cieszy fakt, że połakomił się na przynętę, do której wyboru coś wewnątrz mnie przekonywało. Ponownie wywożę zestaw punktowo. Niewielka ilość zanęty i kulka Xtrawberry trafiają w miejsce , z którego nastąpił odjazd. W końcu mogę spokojnie zasiąść w fotelu. Słońce jest już coraz niżej. Teraz rewelacyjnie rozświetla krajobraz nad wodą - mocnym pomarańczowym blaskiem, ale nie jest już tak gorące. Dzięki temu obserwatorskie chwile, doświadczane z perspektywy karpiowego fotela są teraz tak błogie. Udaje mi się zlokalizować ryby w zatoce, nieopodal skrajnego zestawu – pojawia się realna szansa na branie. Czekając cierpliwie wpatruję się w powierzchnię wody, chcąc wyczytać z niej wszystko, co tylko jestem w stanie. Dopiero któraś kolejna dryfująca po powierzchni młoda gałązka trzciny przykuwa moją uwagę i daje do myślenia.

Pierwsze koty za płoty - mały karp ląduje na macie

Szybko wyłapuję miejsce, z którego dryfują pędy tataraku. To przecież zatoka, w której wcześniej dane mi było zauważyć oznaki bytowania ryb! A więc jednak – amury…

No to mam twardy orzech do zgryzienia! Głowię się co robić; przewieść zestaw na ten - dostosowany bezpośrednio pod amura…Amur jest rybą płochliwą – zbyt duże zamieszanie w łowisku może wypłoszyć go na co najmniej kilka kolejnych godzin, a ja nie mam przecież tyle czasu! Z drugiej strony zestaw, który wywiozłem w gęstą zatokę trzcinowisk przygotowany jest raczej pod karpia. Co robić? Chwilę później burzę myśli w mojej głowie, niczym piorun przerywa dynamiczny strzał na zestawie umiejscowionym w zatoce. Szpula kołowrotka w obrotowym pędzie staje się niemal niewidzialna. Chwilę później obiema dłońmi obejmuję wędzisko, podnoszę w górę i czuję próżnię…PUSTO! Klnąc w myślach pospiesznie zwijam zestaw, już w pewnej odległości od brzegu widzę pozbawiony przynęty włos. Przeświadczenie że mam do czynienia z „azjatyckim cwaniakiem” staje się faktem.

Szukam plusów zaistniałej sytuacji i z lekkim przekąsem śmieję się w duchu – stwierdzając, że przynajmniej pozbyłem się wątpliwości dotyczących ponownego przewiezienia zestawu. Teraz w końcu nie mam nic do stracenia – jak to mówią „wóz albo przewóz”. W pośpiechu zmieniam zestaw na typowo amurowy, inaczej balansuję przynętę na włosie. Zupełnie nie wiem dlaczego jakby poza świadomie rezygnuję z kulki, na którą właśnie nastąpił odjazd. Dosypuję odrobinę więcej kukurydzy, kruszę też ciut więcej kulek, xtrawberry wędruje na włos i w drogę. Wywożąc zestaw wyraźnie zwalniam zbliżając się do pasa trzcin. Na minimalnej prędkości, powoli i najciszej jak tylko się da ewakuuję model „z pola zwiększonego ryzyka”. Wszystko gotowe! Czas oczekiwań „czas zatem zacząć”.

Słońce jest już coraz niżej. Powoli kładzie się na horyzoncie, a wraz z nim równie powoli topnieje nadzieja na kontakt z „walcowatym złodziejaszkiem”. Czasu do zmroku pozostało już niewiele. Świadomość tego, że wkrótce zasiadka dobiegnie końca mobilizuje mnie do stopniowego wynoszenia niektórych karpiowych manatków do samochodu. Wracając na stanowisko po którymś z kolejnych spacerów zauważam niewielki ruch hangera do góry. Błyskawicznie jestem przy stojaku, kiedy sygnalizator nagle opada w dół, jak gdyby ktoś nożyczkami obciął linkę główną tuż za szczytówką. Błyskawicznie podnoszę kij, lekko podcinając. Myślę sobie – tym razem mnie nie przechytrzysz, czuję moc torpedy na drugim końcu plecionki. Lekki uśmiech mimowolnie rysuje mi się na twarzy. Staram się pamiętać o uważnym holu trzymając nieustanny kontakt z rybą. Mam świadomość, że każdy, nawet minimalny moment luzu daje „azjacie” szansę na natychmiastowe pozbycie się haka. Jeszcze tylko kilka dynamicznych odjazdów i wkrótce zamykam rybę w podbieraku. Waga pokazuje równe 11 kg, a więc nie jest źle.

Młode pędy na wodzie - amury są gdzieś blisko...

Korzystam z ostatnich chwil przed zapadnięciem zmroku, pośpiesznie wywożąc zestaw w to samo miejsce. Rezygnuję natomiast z trzeciej wędki, na której nie zanotowałem dotychczas brania.

Na kolejne branie nie czekam zbyt długo. Tym razem hanger uderza w blank wędki, niczym wystrzelony pocisk, gwałtownie opada w dół i znów wystrzeliwuje w górę. Sama już specyfika brania zdradza fakt, że mam do czynienia z kolejnym amurem. Cieszę się, że udało mi się skutecznie wstrzelić w obszar ich żerowania, przekonując je do mojej zanęty i przynęty. Dynamiczny, choć krótki hol, wieńczy kilka pokazowych odjazdów od brzegu. Lądując rybę na macie stwierdzam, że jest bardzo podobnych rozmiarów do poprzedniej. Waga ponownie pokazuje równe 11 kg – a więc prawdopodobnie to jedna rodzinka ;-)

Pierwszy azjata przechytrzony

Słońce schowało się już poza horyzont. Otoczenie ciemnieje. W pośpiechu zwijam resztki klamotów oraz ostatnią, pozostałą w wodzie wędkę. Planowe wędkowanie miało trwać odrobinę krócej, ale każdy wie jak to bywa z rybami – zazwyczaj nic nie da się zaplanować do końca, bo one skutecznie zweryfikują nasze wstępne założenia. Biegając jeszcze po brzegu w trakcie pakowania, w głębi cieszę się z tego, że udało mi się połowić, z tego że posłuchałem głosu, który podpowiadał, aby postawić na truskawkę oraz z tego, że udało mi się przechytrzyć amury, które nie często da się w podejść w łatwy sposób.

Kolejny amur na brzegu

Szybki, kilkugodzinny wypad może okazać się równie owocny, jak długa kilkudniowa zasiadka. Pamiętajcie o tym wtedy, kiedy czasu na długie wyprawy macie niewiele. Nie warto wówczas całkowicie odkładać wędek do szafy. Warto szukać natomiast choćby krótkiej okazji do tego, aby choćby „na biegu” pojawić się nad wodą.

Daniel Szymański


Galeria: 19,6 kg Bogdana

Ślicznotka ....19.6kg wyholowana została wędziskiem C3 13' 3,5lbs które w perfekcyjny sposób sprawdziło się przy gwałtownych odjazdach karpia. Nasz tester jako linkę główną wykorzystał żyłkę Riwer Special Mono 0,35 mm a to słowa Bogdana na temat żyłki.Dla mnie ta żyłka to rewelacja...konstruktorzy stworzyli ta zyłkę dla karpiarzy łowiących w rzekach ,zewnetrzna powierzchnia została wykonczona w sposób zapewniajacy niespotykana gładkosc i niezwykła odpornosc na rozdarcie.Na zestaw końcowy posłużył hak xc1 ,w siatce pva umieszczony był pellet soft,pokruszone kulki z serii leviatan,całość była moczona w liquid food bio liver amino.Na włosie znajdowała się kulka popup high-vis 16mm i kulka tonąca 20mm BK2S.
 




10 lat KARP MAXA – okiem uczestnika
2013-05-24

Nieczęsto zdarza się tak ważna i niecodzienna okazja, dzięki której nad wodą pojawić się może tak wielu wspaniałych ludzi. Od 17 do 19 maja nad łowiskiem specjalnym Gosławice, nieopodal Konina świętowaliśmy 10 letni jubileusz Karp Maxa. W spotkaniu uczestniczyli współpracownicy dwumiesięcznika, szefowie firm karpiowych, znani karpiarze z kraju oraz goście specjalni z Anglii.

Wraz z Robertem Adamskim reprezentowaliśmy barwy Prologica. Robert dojechał w piątek zupełnie przypadkowo losując stanowisko numer 4, które znajdowało się po sąsiedzku z moim. Część gości przybyła nad wodę już w czwartek, dzięki czemu mogła spokojnie, krok po kroku przygotować stanowiska na pomostach, wyszukać odpowiednie miejscówki, a w konsekwencji spróbować łowić karpie już na wstępie. Mnie również udało się przybyć w czwartek. Wylosowałem trójkę, zupełnie nieświadomy tego, że już nazajutrz będzie mi dane mieć Roberta za sąsiada. No ale przecież życie jest pełne niespodzianek…

Wstępne sondowanie utwierdziło mnie w przekonaniu że Gosławice to kraina prawdziwych dżungli. Wypływając spoza pasa podwodnych łąk i lasów udało mi się zlokalizować fragment głębszej wody, jednak ze sporą warstwą namułku na dnie. Od początku więc postanowiłem komponować zanęty w oparciu o składniki dające intensywny zapach i efekt smużący.

one

one

Nie było łatwo wyrobić się przed zmrokiem, ale jakimś cudem wszystkie 3 zestawy jeszcze przed wieczorem znalazły się w wodzie, a ja z perspektywy łóżka karpiowego w spokoju ducha mogłem doświadczać błogich chwil oczekiwania na nawiązanie kontaktu z mieszkańcami podwodnej zielonej krainy.

one

Noc minęła spokojnie, za to o poranku na macie zameldował się mój pierwszy gosławicki „grubasek”.

one

Spotkanie na Gosławicach było czymś nietypowym i nadzwyczajnym ze względu na swą wielobiegunowość. Właściwie każdy z uczestników mógł je odbyć w najlepszy dla siebie i najbardziej odpowiedni sobie sposób. Był czas na łowienie karpi, błogi relaks, łapanie mocnych promieni majowego słońca. Można było imprezować, nawiązywać nowe znajomości, wymieniać doświadczenia w karpiowym gronie. Luźna, niczym nie zmącona, lekko „leniwa” atmosfera tego spotkania wprowadzała spokój i błogość wśród uczestniczących karpiarzy. Część przybyłych dnia poprzedniego skierowała swoją uwagę ku łowieniu karpi, zaś Ci aktualnie zjeżdżający nad wodę na bieżąco organizowali swoje stanowiska. Zbliżający się wieczór z perspektywą oficjalnej części spotkania budził spory dreszczyk emocji.

W okolicach godziny 19, uczestnicy rocznicowej zasiadki zaczęli zbierać się w okolicach gosławickiej rybaczówki w oczekiwaniu na punkt kulminacyjny.

one

Wstawili się również goście specjalni z Anglii. Nie lada zaszczytem było dla nas obcowanie i bezpośredni kontakt z legendą światowego wędkarstwa karpiowego – Stevem Briggsem (obecny był z żoną) oraz znaną twarzą Foxa – Robem Hughesem

one

Lekko po 19 rozpoczęła się część oficjalna: przemówienie Przemka Mroczka, wzajemne życzenia rocznicowe, gromko odśpiewane „Sto Lat”, a potem już tylko integracja, wspomnienia i rozmowy o tym, co w naszej pasji najpiękniejsze…Uginające się pod naporem wybornych dań stoły przyciągały uczestników biesiady niczym magnez, w konsekwencji spychając tej nocy karpiowanie jakby na drugi plan. W okolicach późnych godzin nocnych imprezowicze wracali jednak na swoje pomosty, a Ci najbardziej twardzi, którzy zachowali resztki energii przewozili jeszcze raz zestawy „na świeżo”.

Jednym ze wspomnianych twardzieli okazał się mój sąsiad Robert, który po wzorcowo odbytej imprezie, w trakcie późnych godzin nocnych wrócił na stanowisko, za pomocą modelu przewiózł wszystkie 3 zestawy, łowiąc do rana - w ciągu dosłownie kilku godzin 4 okazałe karpie – z największym niespełna 17 kilowcem na czele. Rzec by można majstersztyk :-)

one

„Poimprezowa” sobota okazała się dniem odpoczynkowym. Potoczyła się wolno, spokojnie i ponownie niesamowicie błogo. Ci, którzy potrzebowali odpocząć po dniu wczorajszym – regenerowali siły, Ci którzy nie złowili jeszcze karpia – postanowili skoncentrować swą uwagę na skutecznym łowieniu. Inni, korzystając z przepięknej słonecznej pogody – wygrzewali się w słoneczku. Wieczorkiem, dominowały natomiast spotkania na pomostach. Karpiarze odwiedzali się wzajemnie, spędzając czas na pogawędkach, żartach, wspomnieniach. Atmosfera była koleżeńska, życzliwa i bardzo pozytywna.

Podsumowując swoje odczucia tuż po zakończonym spotkaniu dochodzę do wniosku, że forma spotkania z okazji 10 lecia naszego dwumiesięcznika była strzałem w dziesiątkę! Być może stało się tak dlatego, że właściwie wszystkie czynniki zewnętrzne idealnie zbiegły się w tym jednym miejscu i w tym konkretnym czasie: dopisała piękna pogoda, w komplecie stawili się znani karpiarze z Polski i z zagranicy, większość uczestników połowiła karpie, oficjalna część spotkania wypadła rewelacyjnie. Na pewno wspomniane kwestie mają spore znaczenie, mam jednak wrażenie, że to jednak głównie przybyli ludzie i sposób ich podejścia do tego typu przedsięwzięcia okazały się kluczowe. W ciągu tych kilku dni spędzonych razem nad wodą – karpiarze nie podzielili się na bardziej i mniej znanych. Nie widać było rywalizacji, parcia na sukces, łowienia w sposób skuteczniejszy od pozostałych. Jakby na dalszym planie schowała się wzajemna konkurencja biznesowa, promocja własnych marek – a przecież w spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele i właściciele wielu firm karpiowych. Osobiście uważam, że właśnie to przesądziło o magii tego spotkania, o tym, że uczestnicy stworzyli w ciągu tych kilku dni grono zgranych, życzliwych sobie, dobrze się rozumiejących ludzi, którzy konstruktywnie wymieniają poglądy, dobrze czują się we własnym towarzystwie, których ŁĄCZY wspólna pasja! Tak pozytywne wspomnienia napawają nadzieją, że podobne spotkania wejdą na stałe w kalendarz imprez karpiowych – nie w formie zawodów, potyczek teamów, eliminacji i finałów, ale w formie luźnych, pozbawionych rywalizacji zasiadek – skupiających otwartych na innych, życzliwych, pozytywnych karpiarzy

one

one

Daniel Szymański